Program

Kobiety w drodze

Thelma i Louise, reż. Ridley Scott

Amerykańskie kino drogi przez dekady sadzało kobiety na fotelu pasażerki. Sekcja Kobiety w drodze na 17. TAURON American Film Festival zbiera filmy, w których kluczyki trafiają w inne ręce. Partnerem sekcji jest Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny, a opiekunką sekcji została Kaja Klimek.

Odwiedzić USA i nie odbyć podróży samochodem przez cały kraj – to nie odwiedzić USA w ogóle. Road trip to kwintesencja amerykańskiego doświadczenia.

Do podróży odnosi się samo hasło TAURON American Film Festival, zgodnie z którym na festiwalu odwiedzamy wszystkie stany kina. Już od 17 lat przemieszczamy się pomiędzy wschodem a zachodem kontynentu, od górzystych stanów Wyoming i Montana, poprzez pola Dakot i Iowy, aż do wybrzeża Florydy, od metropolii, przez zagubione autostrady i bezdroża stanów środkowego zachodu, od opustoszałych Main Streets do gwarnych przedmieść i z powrotem.

W podróż przez Amerykę wyruszają wszyscy: kochankowie uciekający przed prawem i rodziny z dziećmi, skonfliktowane pary i przypadkiem poderwani mężczyźni, kobiety samotne i przyjaciółki. Napotykają lokalne atrakcje, zatrzymują się w przydrożnych barach i motelach, spotykają stojących na poboczu morderczych autostopowiczów, drogę zastępują im dzikie zwierzęta lub stada hodowlanego bydła i koni. Pokonywane przez nich trasy od początku swojego istnienia odzwierciedla kino.

W tym roku naszymi przewodniczkami w podróży będą kobiety: Thelma i Louise, jadące nad urwisko Wielkiego Kanionu, czy mała Olive, wyruszająca z całą rodziną na kuriozalny konkurs piękności. W sekcji Kobiety w drodze przypominamy filmy uznanych reżyserów, takich jak Francis Ford Coppola czy Ridley Scott, którzy jako początkujący filmowcy opowiadali o Ameryce właśnie z perspektywy kobiety za kółkiem – prowadzącej samotnie (Ludzie z deszczu) albo w towarzystwie zmienniczki (Thelma i Louise). Wielki kraj przemierzają bohaterki dojrzałe, zmęczone życiem rodzinnym, ale i młode, czasem bardzo, takie, którym od dziecka wtłacza się nie tylko przymus sukcesu, ale i stereotyp urody (Mała Miss). Siłą rzeczy w przeglądzie obserwujemy też, jak kobiety nie tylko były bohaterkami historii, lecz stawały się także ich autorkami, stopniowo wkraczając w zdominowany przez męskich reżyserów świat.

Program TAURON American Film Festival także poza tą sekcją obfituje w filmy drogi z podróżującymi kobietami w rolach głównych. Niekoniecznie samochodem – bohaterka Mackenzie (Young Americans) pieszo pokonuje stan Utah, aby spotkać ulubionego gwiazdora. Podróż niewątpliwie stała się nośnym motywem w kinie najnowszym, a kobiece bohaterki w drodze – jego centralnymi postaciami.

Urszula Śniegowska


Ludzie z deszczu, reż. Francis Ford Coppola, USA 1969, 101'

Kto z nas nie czuł choć raz potrzeby, by rzucić to wszystko i... – klasyka podpowiada – wsiąść do pociągu byle jakiego albo wyjechać w Bieszczady? Ułożone, sformatowane życie brzmi bezpiecznie i ciepło, ale za chwilę może też stać się klatką. Czym jest dla Natalie, młodej mężatki we wczesnej ciąży (Shirley Knight)? Nietrudno zgadnąć, skoro pewnego dnia rano po prostu rusza w drogę niczym bohater Swobodnego jeźdźca (i wiele innych postaci przed nim i po nim), by odnaleźć siebie. Po drodze spotyka autostopowicza o wdzięcznym pseudonimie Killer (James Caan), który jeszcze chwilę temu był obiecującym futbolistą, ale po wypadku na boisku sam potrzebuje opieki. On, ona i niewielka ekipa Francisa Forda Coppoli (Czas Apokalipsy. Wersja reżyserska, 10. AFF; Megalopolis, 15. AFF) przemierzają 18 stanów w tej lirycznej, ale poprowadzonej z mocnym zmysłem obserwacji społecznej opowieści o ludziach z deszczu, którzy płacząc, mogą zniknąć rozpuszczeni we własnych łzach. Film uchodzi za jedno z kluczowych wczesnych dzieł w karierze Coppoli i ważny przykład Nowego Hollywood. Aż nie chce się wierzyć, że ten film, określany jako wczesny przykład kina feministycznego, powstał prawie 60 lat temu. Zwłaszcza że świetnie koresponduje z tym, co dziś robią najważniejsze reżyserki – np. Lynne Ramsay w Zgiń kochanie (16. AFF).

Kaja Klimek

Ludzie z deszczu, reż. Francis Ford Coppola

Thelma i Louise, reż. Ridley Scott, USA 1991, 130'

Dwie przyjaciółki wyruszają na wspólny weekend, by na chwilę odpocząć od codzienności, pracy, problemów z życiowymi partnerami... a reszta to już klasyka kina. Powiedzieć, że Thelma i Louise to film przełomowy to nie powiedzieć nic – bo właściwie wszystko, co oglądamy na ekranie, jest przełomowe. Mamy tu bowiem i rozbrajanie klisz opowiadania o bohaterkach, ich drodze i tożsamości, i przepisywanie dotąd zdecydowanie męskiego kina kumpelskiego. A jednocześnie to nie tylko manifest siostrzeństwa i przyjaźni, lecz również wyraz kobiecego gniewu i wściekłości, który skonfrontował szeroką publiczność z tematem przemocy wobec kobiet – również tej systemowej i przemilczanej. Do tego wspaniałe krajobrazy południowych Stanów Zjednoczonych jako ilustracja wolności, która ma swoją cenę, i najpiękniej rozwiane włosy Susan Sarandon i Geeny Davis pędzących Fordem Thunderbirdem przez bezdroża. Choć rządzą tu bohaterki, to w tle zobaczymy także różnorodnych i zniuansowanych bohaterów (Harvey Keitel, I love you!). I na deser ten wywalczony przez scenarzystkę Callie Khouri i aktorki przepiękny, bezkompromisowy Finał przez duże F... Czy naprawdę muszę wymieniać dalej? Jeśli na seanse podczas TAURON American Film Festival przyjdą takie osoby, które film zobaczą po raz pierwszy: oficjalnie Wam zazdroszczę!

Kaja Klimek

Thelma i Louise, reż. Ridley Scott

Mała Miss, reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris, USA 2006, 101'

Kiedy Dwayne pisze na kartce do rodziny: Nie będę się dobrze bawił!, my już wiemy swoje. Bo szybko okaże się, że jazda żółtym rozklekotanym busem VW z całą – nie mniej rozklekotaną – rodziną również dla niego okaże się przełomową, piękną, słodko-gorzką, pełną przygód wyprawą. Mała Miss to idealny familijny film drogi, w którym wspólne rozpędzanie pojazdu staje się metaforą współdziałania koniecznego do ruszenia z miejsca. Metafor jest tu zresztą więcej, ale wszystkie łączy wspólny temat: marzenie o sukcesie i lęk przed porażką. Bo oto na pokładzie busa poza milczącym Dwaynem, który pragnie zostać pilotem, podróżują jego mała siostra, marząca o wygraniu konkursu piękności, ojciec, który jako coach wie – ale tylko w teorii – jak osiągnąć życiowy sukces, wujek – niemal najlepszy w kraju specjalista od Prousta, kontestujący wszystko dziadek oraz matka, która próbuje łagodzić rodzinne tarcia, choć z różnym, no właśnie, sukcesem. A do tego świetne, dowcipne i ostre dialogi, aktorski ensemble o niesamowitej chemii i genialnie wykorzystany tanecznie kawałek Super Freak Ricka Jamesa. Jeśli, jak pisze Jack Halberstam, porażka może być przedziwną, ale piękną i uwalniającą sztuką, to ten film jest najlepszą ilustracją tej tezy. Zatem: niech żyje przegryw!

Kaja Klimek

Mała Miss, reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris

pozostańmy w kontakcie