
Gasimy światła i zjeżdżamy w stronę mroku. Selekcja filmów, które udowadniają, że renesans amerykańskiego kina grozy trwa w najlepsze. Strasznie polecamy wspólnie z partnerem sekcji, Radiem LUZ.
Doświadczeni festiwalowicze (czyli tacy, którzy byli na TAURON American Film Festival przynajmniej rok temu) pewnie pamiętają sekcję Midnight Indies – to właśnie ona ewoluuje w American Nightmare. Renesans kina grozy trzyma się mocno, a my trzymamy rękę na pulsie wybierając cztery przerażająco dobre filmy na potwierdzenie tej tezy. Gasimy więc reflektory i wyjeżdżamy na spotkanie morderczym, ale bardzo umuzykalnionym wampirom w Grzesznikach, po drodze doświadczymy Miłości, śmierci i dojrzewania w Camp Miasma oraz toksycznego zderzenia pokoleń w Ponderosie. Na koniec spróbujemy okantować Was metodą „na wnuczka” w Night Nurse. Partnerem podróży przez American Nightmare jest Radio LUZ.
Dwóch braci bliźniaków, nowo otwarty klub nocny i impreza, która odmieni ich życie. Gdy huczna zabawa przyciągnie nieproszonych gości, rozpocznie się krwawa walka o przetrwanie. A to dopiero początek problemów na amerykańskim Południu.
Film Ryana Cooglera, nagrodzony czterema Oscarami i nominowany w rekordowej liczbie 16 kategorii, to skąpana w folklorze i mitach o istotach nadprzyrodzonych opowieść o rasie, przynależności, opresji i fanatyzmie. To również refleksja nad rolą muzyki i ekspresji artystycznej w kształtowaniu zbiorowej tożsamości i wspólnoty. A jednocześnie jest to przykład najwybitniejszego rzemiosła filmowego: obraz Cooglera przyciąga sprawnym scenariuszem, doskonałym aktorstwem (za wybitną podwójną rolę Michael B. Jordan otrzymał Oscara) i pomysłowymi rozwiązaniami formalnymi, jak zmieniające się proporcje obrazu. Nie jest to jednak tylko próżna zabawa formą – użyte w filmie zabiegi tworzą organiczną całość, składając się na historię, w której wątki nadprzyrodzone są metaforami jak najbardziej rzeczywistych problemów do dziś trawiących amerykańskie społeczeństwo i kulturę, zwłaszcza w nawiedzonych widmem niewolnictwa i systemowego rasizmu stanach Południa. Przewrotny i dający do myślenia film zdobył ponad 340 nagród, w tym cztery Oscary.
Michał Kaczoń

Grzesznicy, reż. Ryan Coogler
Najbardziej cool queerowa reżyserka – i wieloletnia przyjaciółka TAURON AFF – Jane Schoenbrun powraca z trzecim, bardzo ciepło przyjętym w Cannes filmem. Twórczyni bierze tu na warsztat swój ulubiony temat: nieokiełznaną miłość do ruchomych obrazów i olbrzymią moc kina, której z samozatraceniem hołdują młode queerowe osoby marzące o tym, żeby życie choć raz przypominało ulubiony film. Takie radykalne rozwiązanie – pozostania na zawsze w swoim ukochanym obrazie – wybrała Billy (wystylizowana na gwiazdę klasycznego kina zjawiskowa Gillian Anderson), final girl z kultowego slashera z lat 80., która później konsekwentnie odmawiała nie tylko udziału w tysiącach sequeli, ale w ogóle kontaktu ze światem zewnętrznym i zamieszkała w obozie będącym scenografią dawnego filmu. Teraz do jej położonego na rubieżach Stanów domu przyjeżdża początkująca reżyserka Kris (świetna rola Hannah Einbinder) – autorka planowanego rebootu serii. Młoda twórczyni nie odwiedza zakopanego pod śniegiem odludzia tylko po to, żeby porozmawiać o nowym filmie. Planuje przekonać Billy do powrotu do roli sprzed lat. Jane Schoenbrun snuje tu kilka kunsztownie skonstruowanych opowieści naraz – bawi się klasycznym slasherem, sięga po queerowy romans, ale przede wszystkim poruszająco opowiada o transmisji queerowej wiedzy i doświadczenia, o wejściu do pięknego, ale nie zawsze łatwego świata odmieńczych rozkoszy.
Aleksander Kmak

Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma, reż. Jane Schoenbrun
Ponderosa to kino kontrastów. Przede wszystkim mamy tu zderzenie pokoleń – niezbyt wygadany i raczej mało charyzmatyczny Zeke (Jack Dylan Grazer) mieszka z mamą (Alexis Bledel), która za dwoje pracuje w tytułowym bufecie w amerykańskim stylu, aby utrzymać rodzinę i zapewnić synowi godną przyszłość. Kiedy Zeke pewnego dnia spotyka podstarzałego, przetyranego życiem, ale za to bogatego George'a (Bill Camp), życie chłopaka zmienia się nie do poznania. Zwłaszcza kiedy okazuje się, że George za wszelką cenę chciałby być dla Zeke'a... ojcem. I zrobi wszystko, aby udało mu się nim zostać. Najnowszy film Rice'a (Wyjście jest tuż przed nami, 13. AFF) osadzony jest gdzieś między utopią a dystopią, a w świecie przedstawionym pokoleniowe nieporozumienia spotykają się z zaskakującą, lynchowską duchowością. Przede wszystkim jednak to kino mikro- i makrokonfliktów – znajdziemy tu starcie Boomer kontra Zoomer, udawany ojciec versus nieobecna (pogubiona?) matka, nowe USA przeciwko staremu USA. To i wiele innych rzeczy znajdziecie w tej przedziwnej, ale hipnotyzującej i szalonej satyrze na postęp, w którym bezduszny beton powoli zastępuje człowieka.
Jan Tracz

Ponderosa, reż. Rob Rice
Hipnotyczny film jakby wyjęty ze świata Davida Cronenberga skrzyżowanego z Peterem Stricklandem. Debiutująca Georgia Bernstein zabiera nas do domu spokojnej starości z liminalnymi przestrzeniami i dziwaczną atmosferą tripa sączonego do krwi z dożylnej kroplówki. Starszy pacjent z początkami demencji, śliską charyzmą i historią podrywania młodszych opiekunek nawiązuje tam relację ze świeżo zatrudnioną pielęgniarką z upodobaniem do potrzebujących pomocy mężczyzn w wieku emerytalnym. Tak określona dynamika mogłaby przemienić film Bernstein w kolejny thriller erotyczny o nietypowym ustawieniu, ale reżyserka prowadzi nas daleko poza orbitę znajomych oczekiwań. Jak w opioidowym śnie bez sztywnej logiki podkręca perwersyjne napięcie między bohaterami, by później przerywać je ostrym cięciem przemieniającym podniecenie w koszmar. Paliwem fabularnym zawsze pozostaje to, co zakazane – quasiseksualna relacja pacjenta i opiekunki, ale i prowadzona przez duet nietypowa kryminalna działalność. Night Nurse prowadzi nas przez ten osobliwy świat pewnym chwytem za szyję – zawsze w nieznane, czyli zawsze w ekscytujące.
Maciej Satora

Night Nurse, reż. Georgia Bernstein