American Pachuco: The Legend of Luis Valdez, reż. David Alvarado
Dzisiaj

Dokumenty do kontroli. Ogłaszamy sekcję Who They Are

Josephine Decker laureatką Indie Star Award

„Dokumenty poproszę” słyszał każdy, kto choć raz zjechał na pobocze za radiowozem. W Stanach to zdanie ma długą historię, bo to, kogo się zatrzymuje i o co się go pyta, rzadko bywało przypadkowe. W sekcji Who They Are na 17. TAURON American Film Festival bierzemy je dosłownie i okazujemy cztery dokumenty związane z amerykańską tożsamością, która od zawsze występuje tam w liczbie mnogiej.

Na kontroli przy wejściu na seans wystarczy karnet albo akredytacja. Kupicie je do 31 października, a pojedyncze bilety trafią do sprzedaży 5 listopada, dwa dni po ogłoszeniu pełnego programu. Festiwal potrwa od 17 do 22 listopada w Kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu, a od 17 listopada do 6 grudnia będziecie mogli zaprosić AFF do swoich domów za sprawą odsłony online w serwisie Nowe Horyzonty VOD.

Kup karnet

Zamów akredytację dziennikarską

Zamów akredytację branżową


American Pachuco: The Legend of Luis Valdez, reż. David Alvarado, USA 2026, 92'

Film Davida Alvarada, zdobywca nagrody publiczności w konkursie dokumentalnym Sundance, ma narratora, jakiego nie spotkacie w szacownych biografiach telewizyjnych. To pachuco, czyli chłopak z meksykańskiej dzielnicy Los Angeles lat 40., z łańcuszkiem do kolan i w garniturze o kilka rozmiarów za dużym. Opowiada historię autora, który wyszedł z amerykańskich nizin społecznych: Luis Valdez zaczynał jako sezonowy robotnik rolny, a jako artysta zmienił amerykańską kulturę. W latach 60. założony przez niego El Teatro Campesino grał z platform ciężarówek i pomógł zmobilizować robotników rolnych, którzy wywalczyli swoją pierwszą umowę związkową. Jego Zoot Suit była pierwszą sztuką chicano, czyli Amerykanów meksykańskiego pochodzenia, na Broadwayu. Krytycy pogrzebali spektakl, ale Valdez się nie poddał i nakręcił La Bambę. Film stał się przebojem i pokazał światu życie meksykańsko-amerykańskiej rodziny bez przekłamań. El Teatro Campesino działa już sześćdziesiąt lat i wciąż jest punktem odniesienia dla latynoskich twórców i twórczyń. To opowieść o artyście, który upomniał się o przeoczonych i przetarł szlak kolejnym pokoleniom.

American Pachuco: The Legend of Luis Valdez, reż. David Alvarado

Motel Lorraine (The Lorraine), reż. Sam Pollard, USA 2026, 84'

Motel Lorraine w Memphis większość z nas zna z jednego kadru: balkonu przed pokojem 306, na którym 4 kwietnia 1968 roku zginął Martin Luther King. Ten strzał przeciął historię miejsca na pół, a świat zapomniał o wszystkim, co było wcześniej. Sam Pollard wraca właśnie do tej pierwszej połowy. Walter i Loree Baileyowie byli wówczas jednymi z nielicznych czarnych właścicieli motelu w mieście. W czasach segregacji ich Lorraine był bezpiecznym przystankiem dla afroamerykańskich podróżnych, którzy takich adresów szukali w Green Booku. Zatrzymywali się tu muzycy ze Stax, Steve Cropper z Wilsonem Pickettem napisali w jednym z pokojów „In the Midnight Hour”, a działacze ruchu praw obywatelskich planowali tu kolejne demonstracje. Reżyser składa ten obraz z archiwów i opowieści ludzi, którzy tu bywali, a pod spód podkłada soul z Memphis. Wychodzi z tego film wbrew pozorom aktualny i zaskakująco radosny.

Motel Lorraine, reż. Sam Pollard

Naprzód marsz (March Forth), reż. Robe Imbriano, Valerie Hong, USA 2026, 95'

4 marca to jedyna data, która po angielsku brzmi jak komenda: march forth, naprzód marsz. Tego dnia w 2005 roku z więzienia wyszedł Reginald Dwayne Betts. Trafił tam jako szesnastolatek, za napad z bronią w ręku. Była połowa lat 90., politycy straszyli „superdrapieżnikami”, przez co sąd potraktował czarnego nastolatka jak dorosłego. Za kratami zaczął pisać wiersze. Od tamtej pory próbuje pogodzić chłopaka, którym był, z człowiekiem, którym się stał: nagradzanym poetą i prawnikiem po Yale. Film Robe'a Imbriano i Valerie Hong jest w połowie autobiografią, w połowie spektaklem, a fragmenty wspomnień i wierszy Bettsa czyta Brian Tyree Henry.

Naprzód marsz, reż. Robe Imbriano, Valerie Hong

Pewnego razu w Harlemie (Once Upon a Time in Harlem), reż. William Greaves, David Greaves, USA 2026, 100'

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć tytułu, który doceniono na naszym festiwalu TAURON Nowe Horyzonty. W lipcu jury Międzynarodowego Konkursu przyznało mu wyróżnienie „za dzieło jedyne w swoim rodzaju”.

Ponad dekadę po śmierci Williama Greavesa, filmowca nieuznającego gatunkowych granic, otrzymujemy zaskakujący epilog do jego twórczości. W 1972 roku reżyser zaprosił najważniejsze postacie tzw. Renesansu Harlemu do domu Duke'a Ellingtona i utrwalił na taśmie legendarne spotkanie. Był to zarazem hołd dla przełomowego afroamerykańskiego ruchu kulturalnego lat 20. i ponowne odczytanie jego znaczenia. W jednym pokoju zebrało się żywe archiwum epoki – pisarze, aktorzy, muzycy, bibliotekarze, intelektualiści, nauczyciele i aktywiści, którzy uczynili z Harlemu stolicę wyobraźni, twórczości i kulturowych ambicji. Przez kilka godzin to niezwykłe grono – w wielu przypadkach ludzie ci spotkali się po raz pierwszy od pół wieku – przywołuje przeszłość, dyskutuje z teraźniejszością, śmieje się, pije i zastanawia się nad sensem wspólnego dziedzictwa w zmieniającym się świecie. Współreżyserowany przez Davida Greavesa, syna Williama i jednego z operatorów obecnych tamtego dnia w mieszkaniu Ellingtona, dokument Pewnego razu w Harlemie jest elegancko skomponowanym zapisem spotkania, które mogło wydarzyć się tylko raz, oraz świetlistym fragmentem historii Ameryki.

Dorota Lech

Pewnego razu w Harlemie, reż. William Greaves, David Greaves


pozostańmy w kontakcie