Corporate Animals, reż. Patrick Brice
11/02/19

Urszula Śniegowska o festiwalu Sundance 2019

Znamy zwycięzców 9. American Film Festival we Wrocławiu Nowy termin 10. American Film Festival. Trwa nabór filmów

Dyskryminowana większość, wspierana mniejszość

W farsowej komedii Before You Know It, jednym z konkursowych filmów tegorocznego Sundance, grupa aktorek różnych ras i w różnym wieku ze sceny małego off-Broadwayowskiego teatru, znajdującego się w centrum akcji filmu, skanduje: Jako dyskryminowana większość żądamy równej reprezentacji…, co brzmi jak parodia deklaracji nowej dyrektorki festiwalu, która doprowadziła do znacznie większej obecności mniejszości i reżyserek wśród twórców festiwalowych filmów. Filmy zrealizowane przez kobiety stanowiły w tym roku aż 46% wszystkich tytułów Sundance. To bardzo blisko założenia 50/50 w 2020.

Filmów emanujących faktycznie pozytywną girl power znalazłam w programie sporo, co nie znaczy, że wszystkie okazały się świetne, jak choćby zakręcony (a raczej zagmatwany), pełny gagów trafiających kulą w płot wspomniany Before You Know It. Opowiada o dwóch siostrach prowadzących po nagłej śmierci ojca niezależny teatr w Greenwich Village, który dziedziczy ich matka, przez wiele lat uznawana za zmarłą. Film zrealizowany według scenariusza Jen Tullock i Hannah Pearl Utt, przez tę drugą wyreżyserowany i zagrany przez obie, udowadnia ich komediowy talent pisarski, ale znacznie mniejsze umiejętności aktorskie. Film ratuje właściwie Alec Baldwin w roli psychoterapeuty dziecięcego, który obarcza małą pacjentkę swoimi problemami starzejącego się nowojorczyka.

Kilka filmów, które mogły być nazwane flagowymi "babskimi" produkcjami, było w rzeczywistości wyreżyserowanych przez mężczyzn. Najlepszym przykładem jest chyba nagrodzony przez publiczność Brittany Runs A Marathon Paula Downsa Colaizzo, dedykowany przyjaciółce reżysera i oparty na jej doświadczeniach, co może tłumaczyć autentyzm emocjonalnego przekazu tej komedii, przekonującej w iście amerykański sposób, że "chcieć to móc". Film został kupiony przez Amazon za 14 milionów dolarów i zapewne będzie hitem tego lata, a nowojorskiemu maratonowi - w którym za wszelką cenę pragnie wziąć udział tytułowa pulchna Brittany - przysporzy popularności.

I odwrotnie, Honey Boy w reżyserii wspaniałej Almy Ha'rel (nagrodzony za walory artystyczne i rzemiosło) jest w gruncie rzeczy filmem Shii LaBoeufa. Aktor napisał autobiograficzny scenariusz, będący wspomnieniem z jego dzieciństwa, gdy wychowywany przez ojca uzależnionego od alkoholu i narkotyków pracował jako młodociany gwiazdor telewizji. W filmie wcielił się w rolę własnego ojca i pozostaje się zastanawiać, czy płeć reżyserki mogła mieć wpływ na jego kreację.

Nie znaczy to, że na Sundance zabrakło przepełnionych testosteronem typowych filmów "dla chłopaków", o dorastaniu typowego amerykańskiego nastolatka, zrealizowanych przez białych mężczyzn. Chociażby Big Time Adolesence to opowiedziana po raz setny historia o nastolatku wpadającym w "złe towarzystwo". Wydalenie młodocianego bohatera ze szkoły i prace społeczne, na jakie zostaje skazany, wydawały mi się niewspółmierne do katorgi oglądania ponownie tej samej schematycznej opowieści o złym wpływie starszego kolegi. Potraktowałam je jak happy end.

Australijskie Little Monsters z kolei, "pod płaszczykiem" horroru o zombie atakujących ogród zoologiczny, pokazuje metamorfozę kolejnego niedojrzałego trzydziestolatka z Piotrusia Pana w opiekuna grupki maluchów i "prawdziwego mężczyznę". Nieświeże.

Świetnym antidotum na ten sztampowy przepełniony testosteronem film był skromny Adam, o chłopaku z małego miasteczka, który z miłości do dziewczyny, deklarującej się jako homoseksualistka, udaje transseksualność.

Jeszcze jednym ważnym filmem - w kontekście deklarowanych założeń twórców programu Sundance - jest Corporate Animals - czarna komedia Patricka Brice'a, stałego bywalca American Film Festival, reżysera Creep (Dziwak) i The Overnight (Szalona noc), podczas dziewięćdziesięciu minut mistrzowsko wyśmiewająca i stawiająca na głowie wszystkie feministyczne i równościowe założenia hipsterskiej politycznej poprawności. Szefowa proekologicznej korporacji (świetna Demi Moore) zabiera na wyjazd integracyjny dziesięcioro pracowników, przedstawicieli wszystkich stereotypowo ujętych grup społecznych: lesbijkę-Azjatkę, łebskiego Hindusa, czarnoskórego pracownika fizycznego z nadwagą, kostyczną księgową itp. Wyjazd okaże się prawdziwym sprawdzianem umiejętności survivalu zarówno w grupie ludzkiej, jak i w niesprzyjających warunkach przyrodniczych. Wyobraźmy sobie Władcę much, serial The Office i Między nami jaskiniowcami w jednym. Dostaje się wszystkim, a oczywiście najbardziej zakłamanej, manipulatorskiej szefowej. Zastanawiam się, czy film dostał się do programu Sundance przez pomyłkę (był jednym z tytułów dodanych w ostatniej puli). Nie tylko jego reżyser jest przedstawicielem "pokrzywdzonej większości", ale wymowa zaprzecza wszystkim "idealistycznym" założeniom nowej dyrekcji festiwalu. Jednak zdecydowanie dostarcza radości i wywołuje śmiech. I jest dowodem na różnorodność amerykańskiego indie, świadectwem pluralizmu i otwartości w wyborach programerów i dyrekcji Sundance.

Urszula Śniegowska, dyrektorka artystyczna American Film Festival


pozostańmy w kontakcie
przyjaciele festiwalu