Alexandre Rockwell
25/10/18

Alexandre Rockwell. Buntownik o duszy dziecka

Czwartek na AFF. Spotkania z Tyem Sheridanem Piątek na AFF. Wśród gości Sara Driver

Alexandre Rockwell dołączył w tym roku do grona laureatów Indie Star Award - nagrody przyznawanej przez organizatorów American Film Festival wybitnym twórcom kina niezależnego z USA. O tym, dlaczego nie można przegapić filmów Rockwella w programie tegorocznego AFF, pisze Piotr Czerkawski.

Ekscentryczny włóczęga, marząca o wielkiej karierze aktorka i uciekające z domu dzieci - pozornie bohaterowie filmów Alexandre'a Rockwella nie mają ze sobą nic wspólnego. W rzeczywistości łączy ich jednak pragnienie wewnętrznej wolności, dla której są w stanie poświęcić bardzo wiele. Opis ten pasuje także do samego reżysera - ironisty, buntownika, ostentacyjnie lekceważącego Hollywood i śmiejącego mu się w twarz. Bezkompromisowa postawa Rockwella ma swoją cenę. Pomimo że filmy twórcy Bohatera (Hero) zawsze podobały się krytykom, większość z nich nie osiągnęła statusu, na jaki zasługuje. Miejmy nadzieję, że retrospektywa w ramach American Film Festival przynajmniej w części naprawi ten błąd i sprawi, że kino Rockwella odkryje dla siebie polska publiczność.

Najbardziej radykalnym filmem w dorobku amerykańskiego twórcy do dziś pozostaje jego debiut - Lenz. W tej swoistej "opowieści o zwyczajnym szaleństwie" reżyser dowiódł zarówno erudycji, jak i dezynwoltury. Rockwell sięgnął bowiem po zapomniane, dziewiętnastowieczne opowiadanie Georga Büchnera, ale jednocześnie zmienił je niemal nie do poznania. Lenz w ujęciu Rockwella przeobraził się w zrodzony z miłości do Nowego Jorku, punkowy i liryczny hołd dla uosabianej przez to miasto niepokorności. Z niemieckim oryginałem amerykański łączy za to rys autotematyczny i refleksja nad niebezpieczeństwami czyhającymi na ambitnego artystę.

To ostatnie zagadnienie zajmowało Rockwella także na późniejszym etapie kariery. W świetnie przyjętym Ugotowanym (In the Soup) reżyser z empatią pochylił się nad postacią aspirującego scenarzysty - Adolpha Rollo (jedna z najlepszych ról Steve'a Buscemiego). Choć mężczyzna ma poczucie, że stworzył właśnie arcydzieło i znalazł drogę do sukcesu, życie boleśnie weryfikuje jego plany. Chcąc doprowadzić do realizacji artystycznych planów, Rollo zdaje się na łaskę szemranych doradców i zostaje zmuszony, by zadać sobie pytanie o granice kompromisu.

Jak na ironię, to właśnie opowieść o niedolach początkującego filmowca pozwoliła Rockwellowi zasmakować sławy. Osiągnięty przez niego sukces, poświadczony na przykład Wielką Nagrodą Jury na festiwalu Sundance, łatwo mógł zamienić się w przekleństwo. Po latach amerykański twórca wspominał w wywiadzie: Po Ugotowanym przez kilka lat czas czułem się nieco zagubiony. Przestałem lubić kręcenie filmów i zbieranie na nie funduszy. Gdy mówiłem, że wolałbym być dealerem narkotyków albo gangsterem niż człowiekiem Hollywood, naprawdę miałem to na myśli. (…) Musiałem spędzać czas w towarzystwie Harveya Weinsteina i podobnych typów - kłamców, oszustów, podłych ludzi. To był naprawdę trudny moment.

Na całe szczęście Rockwell ocalił autorskie spojrzenie na kino i wielką wrażliwość, jakiej dał upust już w następnym filmie - Pokochać kogoś (Somebody to Love). Reżyser udowodnił w nim, że, mimo sukcesów na koncie, wciąż potrafi wczuć się w rolę kogoś, kto nie potrafi wspiąć się na szczyt. W Pokochać kogoś taką osobą jest Mercedes (Rosie Perez) - aktorka, której życie stanowi pasmo niepowodzeń zarówno na gruncie zawodowym, jak i osobistym. Mimo ponoszenia kolejnych porażek, kobieta nie traci jednak przekonania, że los w końcu się do niej uśmiechnie.

Ze względu na ten wyzywający, przekorny optymizm , protagonistkę Pokochać kogoś chętnie porównywano do tytułowej bohaterki Nocy Cabrii Felliniego. Podobnie jak postać grana przez Giuliettę Masinę, Mercedes zostaje w końcu nagrodzona za to, że w głębi duszy udaje jej się zachować dziecięcą niewinność.

Pozbawiony protekcjonalizmu, dojrzały zachwyt nad młodością to zresztą kolejny wielki temat kina Rockwella. Największy upust amerykański twórca dał mu w Bohaterze i Stópkach (Little Feet). Szczególnie bliski reżyserowi wydaje się drugi z tych filmów, w którym obsadził w głównych rolach własne dzieci. Lana i Nico Rockwellowie grają w nim rodzeństwo wymykające się spod kontroli wiecznie pijanego ojca po to, by udać się nad pobliską rzekę. Niepozorny, impresyjny film w rzeczywistości skrywa w sobie rewolucyjną treść. Stópki to wyzwanie do słodkiej, uśmiechniętej rebelii wobec skompromitowanych autorytetów i zachęta do doświadczania świata na własną rękę. W filmie tym bodaj najpełniej manifestuje się siła kina Rockwella, które - unikając wielkich słów i brzydząc się patosem - każdorazowo dodaje widzowi odwagi.

Piotr Czerkawski

Krytyk filmowy, dziennikarz, doktorant Uniwersytetu Wrocławskiego (przygotowuje pracę o twórczości Erica Rohmera). Laureat Nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kategorii "Krytyka filmowa". Stale współpracuje między z innymi z miesięcznikiem "Kino" i portalem Filmweb.pl. Od znanej polskiej reżyserski usłyszał o sobie "trochę szalony, ale w sumie w porządku".


pozostańmy w kontakcie
przyjaciele festiwalu